~Nelly Madison~
Pewnego dnia w piątek normalnie wstałam o 6:00 i zaczęłam się ogarniać do szkoły, powtórzyłam chemię i zanim się obejrzałam byla 7:40. Autobus oczywiście juz odjechał wie biegiem , jeśli moje poruszanie można nazwac biegiem ruszyłam ku szkole. Przed szkołą czekała na mnie zniecierpliwiona Harper.
-Co tak późno? - spytała
-Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? - zaśmiałyśmy się
-Dobra, chodź szybko za 5 minut zaczynają się lekcje! - powiedziała i szybko poszłyśmy do szatni.
Zaczęły się lekcje... pierwsza była chemia, która z trudem przeżyłam. Dzień nie był zbyt ciekawy i po lekcjach Harper pojechała z rodzicami go lekarza a ja musiałam sama iść do domu. Po drodze w kawiarni zobaczyłam Maxa, mojego chłopaka. Weszłam do środka i przysiadłam się do niego.
Zrobił dziwną minę i nie odpowiedział mi ani słowem na powiedziane przeze mnie "cześć".
-Max, o co chodzi? - spytałam zmieszana
-Z nami koniec, na zawsze.- powiedział spokojnie
-Ma..Max ty mówisz do mnie? - spytałam i poczułam jak łza spływa mi po policzku.
-A widzisz tu kogoś innego? Mam cię dość, ok ? Jesteś dla mnie tylko ciężarem, który muszę dźwigać. Na początku cię uwielbiałem i potrzebowałem, ale teraz... już nie jesteś dla mnie ważna.- gdy padły te słowa moja twarz była już mokra od łez nie potrafiłam wydusić ani jednego słowa i płacząc wybiegłam z kawiarni .
Gdy dobiegłam do domu bezwładnie opadłam na łóżko i schowałam twarz w dłoniach. Zaczęłam głośno szlochać i obwiniać się za to, że wogole żyję i byłam z ... z tym nie wartym nic idiotą. Nie wiem ile jeszcze płakałam ale nagle zasnęłam.
~ Max Simson~
Czuję się wreszcie wolny. Mogę zacząć od nowa i nie przejmowac się Nelly. Wiem, że ją zraniłem ale to nie moja wina. Było już późno i beztrosko poszedłem spać.
SOBOTA RANO
~Nelly ~
Obudziłam się o 11;00 i przypomniałam sobię co zdarzyło się wczoraj. Nie myśl o tym, nie myśl.
Poszłam do łazienki aby się ogarnąć ale od razu wybuchnęłam płaczem. Szlochałam nawet pod prysznicem. Uspokoiłam się troche i włożyłam na siebie wybrany zestaw
Wyszłam z pokoju z lekkim makijażem i powędrowałam do kuchni aby przytulić mamę bo to zawsze mi pomagało. Czekała zmartwiona przy lodówce i widząc mnie zawołała:
-Kochanie, tak się niepokoiłam co się dzieje?
Opowiedziałam jej wszystko, zjadłam śniadanie i poszłam poprawić makijaż bo oczywiscie nie odbyło sie bez płaczu. Stojąc w drzwiach krzyknęłam:
-Wychodzę.
Co myślicie? Może byc jak na pierwszy raz ?
Komentujcie i piszcie czy wam sie spodobało xx

Fajne ;) tylko czemu takie krotkie??? :/ Nie moge sie doczekac kolejnego... :* Kiedy Next?? xx
OdpowiedzUsuńDzieki xx Postaram się robić dłuższe, next raczej dzisiaj xxx
Usuń